wtorek, 28 marca 2017


Pierwsze kroki na nartach, kocham narty - krok następny

Dobrałeś ubiór, a narty?

„b) Niezmiernie istotne jest odpowiednie przygotowanie narty, naostrzenie i nasmarowanie. Opiszę to później. Na początek radzę skorzystać z dobrego serwisu. Potem można kupić ostrzałkę, smar i samemu smarować i podostrzać narty.”

Tak pisałem w poprzednim artykule.

Przeszukując strony internetowe znajdziecie wiele porad na ten temat, moje będą odnosić się do doświadczeń i przemyśleń.

1.  Przygotowanie narty do sezonu jest ważne,  

                Na dobrze przygotowanej narcie jeździ się łatwiej, to jest fakt. Słyszę czasem, że gdyby nie była taka śliska to by było łatwiej, bo by wolniej jechała. Uśmiecham się teraz pod nosem. Zapamiętaj, - nauka jazdy na nartach polega przede wszystkim na umiejętności skręcania, to właśnie skręcaniem regulujemy prędkość i kierunek jazdy. Na źle przygotowanej narcie skręca się naprawdę o wiele trudniej.

                Niestety dobry serwis to nie taki częsty przypadek. Najlepiej wykonywać go wtedy kiedy, serwisanci mają mało roboty. W sezonie robią to szybko a zatem i nie dokładnie. Moim skromnym zdaniem najlepiej szukać serwisów gdzie są maszyny obsługiwane komputerowo. Tam naprawdę trzeba być mało rozgarniętym żeby coś spaprać.

                Smarowanie narty,

Na gorąco -wykonuje się to specjalnym, żelazkiem ja kupiłem turystyczne za 25 zł a nie profesjonalne za 300zł. Ustawiam je na „wełna” (jedna kropka), jak ma dziurki do pary, można obłożyć je folią do pieczenia. Smary kupicie w specjalistycznych sklepach są tam zwykle dokładne opisy więc nie będzie trudno wybrać odpowiedni. 

 a) mocujemy nartę – najlepsze są profesjonalne  imadła ale niestety są drogie. Tu poradziłem sobie wykonując osobiście uchwyt z drewna.


To oczywiście ogólny rysunek jak będzie zainteresowanie mogę wykonać go dokładniej.

Nartę mocuję za pomocą sztywnej gumy do metalowego kółka. Styk narty z uchwytem obłożony jest miękką gumą, dzięki temu narta się nie ślizga. Na tak przygotowanym uchwycie mogę smarować i ostrzyć narty.

b)  czyścimy ślizg, są do tego specjalne płyny, mam taki i starcza mi na ooo długo. Można wykorzystać chusteczki do zbierania wosku z szyb samochodowych. Po sezonie moim skromnym zdaniem nawet nie trzeba ślizgu czyścić bo śnieg zrobił to za nas.

b)  rozgrzewamy na żelazku smar który skapuje na nartę i go rozsmarowujemy , nie za szybko i nie za wolno, żeby nie przegrzać ślizgu. Smaru nie za dużo bo i tak będziecie go zbierali. Odczekujemy aż całkiem wyschnie (stwardnieje), zeskrobujemy cykliną a następnie twardą szczotką jeszcze nartę szczotkujemy, robimy to wzdłuż narty. Smar powinien zostać jedynie w strukturze narty (w tych mikro rowkach, dołkach). Po sezonie smaru nie zeskrobujemy a pozostawiamy do następnego szaleństwa narciarskiego.
Cyklina to taki kawałek plastiku służący do zbierania nadmiaru smaru, tępi się i trzeba czasem ostrzyć

-Uwagi (przemyślenia):

- cyklina plastikowa, ostrzę ją kładąc jej krawędź na drobnym papierze ściernym, który leży na równym podłożu, aby zachować kąt prosty przykładam ją do równiutkiego klocka drewnianego i przesuwam po papierze razem - klocek z cykliną.



- szczotkowanie, robię to szczoteczką do rąk w której skróciłem włos do ok 0,5 cm dzięki czemu jest odpowiednio twarda.  

Na wyjazdach, narty smaruję codziennie na zimno. Najwygodniejsze są smary w płynach bo nie trzeba ich „zbierać” z narty.

Ostrzenie narty

Po raz pierwszy, po zakupie, najlepiej oddać narty do serwisu takiego gdzie mają kombajn sterowany komputerowo (jest taki np. w Białce Tatrzańskiej)


Zaczynamy od zamocowania narty na moim fajnym bo tanim uchwycie.

Czym ostrzę? Miałem różne ostrzałki i moje doświadczenia wskazują, że do „podniesienia” (kąt pomiędzy śniegiem a krawędzią narty)


 warto kupić prawidło (uchwyt) z odpowiednim kątem i pilnik, z tym, że – zastanów się - akurat kąt podniesienia robisz sporadycznie właściwie to dopiero przy plantowaniu ślizgu (o tym później) i może warto oddawać to do serwisu?  Niestety ostrzałką nie zrobisz tego dokładnie. Znacznie leprze są prawidła.  


I tu jest dużo dobrych i w przystępnej cenie ostrzałek. Możemy wybierać w dwóch zasadniczych rodzajach:

a) z jednym w zasadzie nie wymienialnym narzędziem tnącym (najczęściej z węglika spiekanego)

b) z wymiennymi narzędziami tnącymi i ta wersja jest w mojej ocenie lepszym wyborem. Niestety zwykle sprzedawane są jedynie z pilnikiem i to najgrubszej gradacji. Dlatego od razu radzę dokupić „średni” pilnik i diament (raczej „grubszy”).  Na wyjazdach podostrzam (jeśli jest taka konieczność) jedynie pilnikiem diamentowym.

Jakie kąty?  Przypominam, że ta strona jest dla amatorów, dla tych co jeżdżą  po trasach dla „wszystkich” i na nartach „uniwersalnych” .

Podniesienia 0,5 i 88 boczny to z pewnością najczęściej stosowane kąty w większości serwisów, tak mają ustawione maszyny. Takie są najbardziej uniwersalne, na każde warunki pogodowe. No może jedynie na lód, kąt podniesienia będzie lepszy „0” (90) tylko ilu z nas jeździ po lodzie? I jak często. Są tacy co mają na wyjazdach kilka par nart, każda z nich na inne warunki i dlatego też inaczej ostrzona,  i ok, tylko ilu ich jest?  Nie dawajcie się nabierać. Powstały   całe szkoły, czasem przypominają prace doktorskie na temat kątów ostrzenia. Warto je czytać ale po to, żeby mieć większą wiedzę, żeby muc świadomie podejmować decyzje. Często młodzi wiekiem narciarze myślą, że jak naostrzą narty jak zawodnik to ….. . ok, ok każdy ma do tego prawo ja jedynie uważam, że nie ma to większego sensu.

Kolejność jaką ja stosuję to

a) ostrzę nartę od spodu (kąt podniesienia) czyszczę często ręcznikami papierowymi ślizg, usuwam opiłki.

b) ostrzę kąt boczny ( z boku) również czyszczę często ręcznikami papierowymi ślizg, usuwam opiłki.

c) smaruję na gorąco.

d) zbieram nadmiar wosku najpierw cykliną potem szczotką

Wszystkie te czynności staram się  zaczynać od przedniej części narty, choć czasem ostrzę odwrotnie i nic strasznego się nie stało, jak to z wielką uwagą podają „naukowcy”.

Pozostają jeszcze wiązania, nie wolno smarować ich żadnymi smarami w aerozolach mogą „wypłukać” smar, który jest nałożony fabrycznie, jest on odpowiednio gęsty i odporny na wodę. Najlepiej przepłukać je jedynie chłodną wodą. Oryginalny smar  zwykle daje radę do końca żywotności narty. Gdybyśmy koniecznie chcieli smarować to tylko smarami typu „towot”

Pozostawiłem jeszcze na koniec plantowanie i regenerację ślizgu. O ile drobne ubytki możemy wykonać sami zalewając je kofiksem o tyle większe ubytki a przede wszystkim plantowanie (wyrównywanie ślizgu) należy pozostawić dla serwisu. Niestety często nawet nowe narty wymagają plantowania ślizgu, ręcznie tego nie zrobisz a jeśli to z pewnością nie będziesz zadowolony z rezultatów. Tylko odpowiednia maszyna i kamień, żadne ręczne narzędzia sobie z tym nie poradzą.

Uwagi

W przypadku kiedy będziesz ostrzył kąt podniesienia i pilnik zbiera ślizg a nie krawędź, przerwij pracę i oddaj narty do splantowania ślizgu, dalsza praca nie przyniesie rezultatu a i jest duża szansa, że źle naostrzysz narty.

Ostrzysz kąt boczny i zbierasz część „plastikową” narty, przerwij pracę i zbierz najpierw nadmiar plastiku, ja wykorzystuję do tego ostrzałkę i gruby pilnik (do tego najlepiej się nadaje). Ostrzałkę ustawiam na największy kąt tak, że zbiera jedynie plastik, co jakiś czas pilnik  czyszczę szczoteczką  do zębów. Oczywiście można kupić do tego specjalny pazur tylko znów są to spore koszty.   

Macie pytania? Chętnie na nie odpowiem. Do następnego …. .

Brak komentarzy: